piąty.

czerwiec 2010
Madison

– Właściwie od zawsze chciałem studiować prawo – mówił Chace, uśmiechając się do mnie delikatnie. – To przez ojca poszedłem na zarządzanie, ale właściwie nie żałuję tej decyzji. Gdy skończę studia, przejmę po nim firmę, razem z Nate'm.
– Nate'm?
– To mój przyjaciel. Właściwie jest bardziej jak brat.
Skinęłam głową, posyłając Chace'owi uśmiech. Dobrze było przez chwilę posłuchać o kimś innym. Była to swojego rodzaju odskocznia od tego, co działo się się ostatnimi czasy w moim życiu.
– Więc co tutaj robisz? W Londynie?
– Moja mama tu mieszka. Rozwiedli się z tatą, gdy miałem kilka lat. Ona i moja siostra mieszkają tutaj, więc często przyjeżdżam.
Siedzieliśmy na łóżku, rozłożeni wygodnie pośród kocy już od dobrych kilku godzin. Wieczór był chłodny, padało kolejny dzień z rzędu i nie było sensu udawać, że mamy ochotę robić cokolwiek innego, jak po prostu siedzieć pod kołdrą.
Przez te kilka dni, które spędziłam u Chace'a, przywykłam do jego obecności bardziej, niż powinnam. Lubiłam to, jak słuchał radia niemal cały dzień, jak pachniała kuchnia, gdy podgrzewał obiad, jak siedział na kanapie w małym saloniku i zasypiał, wciąż trzymając laptop na kolanach. Momentalnie stał mi się bardzo bliski, ale spokoju nie dawała mi myśl o różnicy wieku między nami i o tym, w jakiej sytuacji się znajdowałam.
– Słuchaj Chace – wyprostowałam się, a on spojrzał mi w oczy z lekką konsternacją. – Jestem ci bardzo wdzięczna za to, że mi pomogłeś. Ale powinnam się już wynieść.
Tak właściwie nie znałam go bardzo dobrze. Spotkaliśmy się zaledwie trzy miesiące wcześniej i mimo, że zdążyłam już poczuć z nim dziwnego rodzaju więź, musiałam słuchać zdrowego rozsądku.
– Dokąd pójdziesz? – zapytał, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. Zapadła chwila ciszy, podczas której bawiłam się swoimi palcami. – Co z ojcem dziecka?
Opuściłam wzrok. To pytanie krążyło gdzieś między nami od momentu, gdy zjawiłam się u Chace'a, mówiąc mu o wszystkim, co się wydarzyło. Miałam dopiero 17 lat, byłam w ciąży i nie miałam pojęcia, co dalej.
– Wie?
Skinęłam głową, czując, jak w oczach zbierają mi się łzy. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale wiedziałam, że poczuję się lepiej, jeśli to zrobię.
– Zerwałam z nim dwa miesiące temu. Nie wiedziałam wtedy o ciąży i nie chciałam już dłużej brnąć w związek z nim. Zayn jest... nietypową osobą. Czułam się przy nim bezpiecznie, choć wiem, że to absurdalne. Ale to nie było dla mnie dobre. Teraz będziemy mieć dziecko, a on... On nawet nie chce mnie znać.
Łzy zaczęły skapywać mi z twarzy i nie wiedziałam, jakim sposobem miałabym je powstrzymać. Chace delikatnie położył swoją dłoń na mojej i splótł nasze palce, a ja podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tamtego dnia mi nie pomógł. Moja matka kazała mi wynieść się z domu, mówiąc, żeby zajął się mną teraz ten chłopak”. Nie mogła nawet wymówić jego imienia. Nie mogłam pójść do Annie, nie rozmawiałyśmy ze sobą od miesięcy, odkąd zaczęłam spotykać się z Zaynem. Na pewno by mi pomogła, jednak czułam okropny wstyd i nie byłabym w stanie spojrzeć jej w oczy i wyznać, co się stało. Nie miałam nikogo, kogo obchodziłby mój los i do kogo mogłabym się zwrócić.
– Możesz zostać tutaj – odezwał się Chace, a ja zaczęłam momentalnie kręcić głową i oponować. Uciszył mnie gestem i mocniej ścisnął moją dłoń. – Za tydzień wracam do Ameryki, jednak będę przyjeżdżał tak często, jak tylko dam radę. Możesz tutaj zamieszkać. Oczywiście, jeśli chcesz.
– Dlaczego? – zapytałam niepewnie, marszcząc brwi. Przez chwilę po prostu mi się przyglądał.
– Ponieważ cię lubię. Uniósł dłoń i ostrożnie otarł mi policzek z łez. Potem pochylił się w moją stronę i pocałował mnie tak powoli i delikatnie, jakby obawiał się mnie zranić. Poczułam, jak po moim ciele rozpływa się przyjemny dreszcz, coś, czego wcześniej nie znałam.

4 marca 2018

Siedziałam przy stole w kuchni, powoli obracając kubek w dłoniach. Przeglądałam papiery, dotyczące czegoś, co nie do końca rozumiałam, które zostawił dla mnie Nate. Wiedziałam, że nie oczekiwał ode mnie zbyt wiele w kwestiach związanych z umowami, wymaganiami i innymi niezbędnymi rzeczami, ale chciałam przynajmniej spróbować. W końcu to ja chciałam otworzyć kawiarnię, to ja chciałam ją prowadzić, on jedynie pomagał mi wszystko załatwić. I im bliżej byliśmy osiągnięcia celu, tym bardziej się ekscytowałam i stresowałam.
Próbowałam przebrnąć właśnie przez kolejny akapit dotyczący zatrudnienia pracowników na pół etatu, gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zerknęłam na zegarek. Jeśli to był Chace, to był trochę za wcześnie.
Wstałam i zaglądając po drodze na leżącego w łóżeczku w salonie Tony'ego, podeszłam do drzwi.
Myślałam, że umówiliśmy się za godzinę powiedziałam, wpuszczając Chace'a do środka. Nate zabrał Nadi i Aleka na lody, ale powinni niedługo wrócić.
Mi też miło cię widzieć powiedział nieco ironicznie, a ja przewróciłam oczami. Weszłam w głąb salonu, a Chace podążył za mną. Podszedł do kołyski Tony'ego i wziął go na ręce, a ja nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu, gdy nasz syn zaczął się śmiać.
Czasami łatwo było mi zapomnieć, że Tony także jest dzieckiem Chace'a. Większość postronnych osób uważała mnie i Nate'a za młode małżeństwo z kilkumiesięcznym synem. Nie lubiłam mówić o tym, że gdy odeszłam od Lockwooda byłam z nim w ciąży i urodziłam cztery miesiące przed ślubem z jego najlepszym przyjacielem. To nie do końca był powód do dumy.
Jak tam z kawiarnią? zapytał Chace, podając Tony'emu zabawkę, którą ten po raz kolejny odrzucał, śmiejąc się głośno.
Zaczynam myśleć, że to był kiepski pomysł. Najwyraźniej jest jakiś milion przepisów, które powinnam znać i stosować, a nawet ich nie rozumiem.
Obrzuciłam wzrokiem papiery, walające się na blacie. Usiadłam znów na krześle i zaczęłam zbierać kartki, układając je w mały stosik. Od czytania tego wszystkiego robiło mi się już niedobrze. Wiedziałam, że w razie czego Nate zawsze mi pomoże, jednak robiłam to, by choć w małym stopniu być samodzielna, a on i tak już wszystko załatwiał i za wszystko płacił, więc nie do końca to działało. Wiele razy myślałam już o wycofaniu się, choć marzyłam o tym od długiego czasu. Może to po prostu nie było dla mnie? Ale Nate był zachwycony tym pomysłem i chciał wprowadzić go w życie, więc ciągle mnie namawiał i przekonywał, że jeśli tego chcę, powinnam to zrobić, a on będzie szczęśliwy, mogąc mi to umożliwić.
Chace usiadł obok mnie i spojrzał mi w oczy, niemal tym samym spokojnym i delikatnym spojrzeniem, co kiedyś. Podziwiałam go za to. Za to, że mnie nie znienawidził, że wciąż mnie wspierał, nie odwrócił się ode mnie. Nie byłam pewna, czy potrafiłabym zrobić to samo na jego miejscu. Annie mówiła, że to dlatego, że nie przestał mnie kochać i nie chciał mnie stracić. I ja także w jakiś sposób go jeszcze kochałam. Łączyło nas bardzo wiele, kilka lat życia, podczas których byliśmy razem naprawdę szczęśliwi. Aż obudziłam się pewnego dnia i uświadomiłam sobie, że to już dawno wygasło, że nic nie jest takie samo.
Co się z nami stało, Chace? zapytałam cicho, patrząc mu w oczy. Przez chwilę odwracał wzrok, ale w końcu także na mnie spojrzał.
Zdradziłaś mnie i odeszłaś z moim najlepszym przyjacielem, nie pamiętasz już? rzucił, nieco złośliwie, jednak wiedziałam, że rozumiał, co miałam na myśli. Pokręciłam głową.
Nie o to chodzi. To, co między nami było skończyło się o wiele wcześniej, wiesz o tym.
Nie z mojej strony, Mad. Chciałem cię poślubić i naprawdę chciałem, żebyśmy byli razem szczęśliwi.
Ciężko przełknęłam ślinę. Tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym nigdy wcześniej, nie wyjaśniliśmy sobie tego. To po prostu się stało, a raczej działo się każdego dnia, a my nie zrobiliśmy nic, by to uratować. Opuściłam głowę, a do oczu napłynęły mi łzy.
Oddaliliśmy się od siebie powiedziałam, bawiąc się palcami. Czułam, że się w tym duszę.
Zapadła chwila ciszy, a Chace przysunął swoją dłoń do mojej i delikatnie ją ścisnął. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć, zawsze tak było, od dnia, gdy się poznaliśmy.
Przepraszam wyszeptał. Podniosłam na niego wzrok i miałam już powiedzieć, że nie powinien mnie przepraszać, ale wtedy drzwi wejściowe otworzyły się i usłyszałam głos Nadiry. Szybko otarłam mokre policzki i odchrząknęłam. Chace wciąż mi się przyglądał, gdy Nadi wskoczyła mu na kolana, a Nate nachylił się i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam w oczy dziewczynki, która, mrużąc je delikatnie, przeskakiwała wzrokiem po pomieszczeniu. Dobrze znałam to spojrzenie, te delikatnie połyskujące oczy. Pomyślałam o Zaynie, o sposobie, w jaki zawsze mi się przyglądał, o jego szczupłych palcach, wsuwających się pomiędzy moje, o jego uśmiechu, którego cień widziałam w uśmiechu naszej córki. O liście, który do mnie napisał.
I nagle poczułam, że jestem gotowa, by go przeczytać, gotowa, by zmierzyć się z tym, co Zayn chciał mi powiedzieć, nieistotne, jak bardzo miało mnie to zaboleć i jak wiele starych ran mogło otworzyć.

_____

Oh, no wiem, długo mnie nie było, rozdział krtóki i słaby. Wiem, przepraszam. Nie miałam ostatnio kompletnie czasu, zawalają mnie w szkole, więc gdy udało mi się wyłapać trochę wolnego, dokończyłam rozdział i oto jest. Nie jestem z niego zadowolona, szczególnie z pierwszej części, ale nic innego już nie wycisnę, chcę pójść dalej, do listu od Zayna i w końcu odkryć przed wami tajemnicę, co takiego w nim jest ;)

To chyba wszystko,
Do napisania,
letty

czwarty.

13 luty 2018
Annie

Nienawidziłam wtorków. Właściwie uważałam je za najgorszy dzień tygodnia. Poniedziałki byłam w stanie przetrwać, nie było tak źle. To wtorki zawsze były dla mnie ukrytymi złoczyńcami. Zbyt wcześnie, by wciągnąć się w wir pracy, zbyt daleko od kolejnego weekendu. Dodatkowo pogoda tego dnia była okropna.
Wyszłam z muzeum kwadrans przed końcem swojej zmiany, korzystając z tego, że mój szef, pan Groudy wyjechał na cały tydzień i właściwie nikt nie zwracał uwagi, czy jestem na swoim stanowisku czy nie. Wiedziałam, że staż nie będzie łatwy, szczególnie, że większość pracowników oceniała mnie na osobę w wieku, w którym studia powinno już się mieć skończone. Nie chciało mi się za każdym razem tłumaczyć, dlaczego zdecydowałam się na przerwę pomiędzy liceum a studiami, więc zwyczajnie się nie odzywałam.
Początkowo sądziłam, że konserwacja zabytków może być ciekawa, jednak zaczynałam myśleć, że na świecie nie istnieje mniej porywające i ekscytujące zajęcie. Tęskniłam za tym wszystkim, co mogłam robić podczas mojej czteroletniej przerwy od nauki. Czułam się wtedy tak wolna i niczym nieskrępowana, a nawet obowiązki związane z zarabianiem pieniędzy na opłacenie mieszkania nie wydawały mi się tak stresujące, jak podjęcie studiów, które równały się dla mnie z obietnicą, że mam zamiar osiągnąć w życiu coś większego. Sama nie byłam jeszcze nawet pewna, co by to miało być.
Po roku przerwy właściwie nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś pójdę na studia. Ale wtedy wiązałam całą swoją przyszłość z Lukiem, naszym wynajętym mieszkaniem i pracą w sklepie odzieżowym w pobliskiej galerii handlowej. Z jakiegoś powodu zadowalało mnie to, co miałam, choć z perspektywy czasu nie chciałabym już wrócić do tamtego życia.
Owinęłam szalik wokół szyi, przeklinając w myślach pogodę. Pomyślałam o tych wszystkich rzeczach, które powinnam jeszcze zrobić i poczułam, jak zmęczenie powoli ogarnia moje ciało.
– Annie. – Rozpoznałam głos, choć początkowo nie mogłam połączyć go z żadną ze znanych mi twarzy. Odwróciłam się na pięcie, a moje spojrzenie napotkało uśmiechnięte oczy Josha.
– Cześć – powiedziałam, gdy udało mi się pokonać pierwszy szok. Nie widziałam go od bardzo dawna, właściwie od zerwania nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu. Czasami słyszałam od znajomych, co u niego, jednak nigdy nie mogłam być pewna, jak radzi sobie tak naprawdę. A teraz stał przede mną, uśmiechnięty w taki sam sposób, jak w dniu, w którym go poznałam i wyglądał jeszcze lepiej, niż pamiętałam. Brązowe włosy odstawały mu na wszystkie strony, zielone oczy rzucały wyzwanie, by odwzajemnić uśmiech.
– Minęło trochę czasu.
– Ta.
Nagle poczułam się skrępowana. Nie tylko okropnie go zraniłam, ale także odeszłam, właściwie nie tłumacząc, dlaczego. Zasługiwał na o wiele więcej, niż mu dałam, o wiele więcej, niż ja. Był wspaniałą osobą.
– Co tu robisz? – zapytał lekkim tonem, obejmując wzrokiem ulicę.
– Mam staż w tamtym muzeum. – Spojrzałam w stronę budynku, wzruszając ramionami.
– Mam nadzieję, że tym razem nie podrywasz żadnych przystojnych fotografów. – Zaśmiał się i nagle całe skrępowanie oraz wyrzuty sumienia uleciały ze mnie, pozostawiając to dobrze mi znane poczucie, że mogę przestać udawać i po prostu przez chwilę być sobą. Od zawsze lubiłam to w Joshu – jego towarzystwo sprawiało, że czułam się swobodnie.
– Na razie za żadnym się nie rozglądałam – przyznałam, po czym zapadła chwila ciszy i po prostu staliśmy naprzeciw siebie, jednak nie było w tym nic niezręcznego. W otoczeniu Josha wszystko wydawało się tak zwyczajne i naturalne. Już zapomniałam, jakie to uczucie być w towarzystwie kogoś tak autentycznego i szczerego, jak on. Nie potrafił kłamać. Nie potrafił nawet ukryć tego, jak błyszczały teraz jego oczy.
– A jak tam twoje studio fotograficzne? – zapytałam w końcu, przywołując w głowie tamten wieczór, gdy opowiadał mi o swoich planach. Było to kilka godzin po tym, jak poznaliśmy się na wystawie w muzeum, w którym zaczynałam wtedy swój pierwszy staż. Robił tam zdjęcia i w pewnym momencie zauważyłam, że po raz kolejny kieruje obiektyw w moją stronę. Zaczęliśmy rozmawiać i zaprosił mnie do pobliskiej knajpy na coś do jedzenia. Był zabawny, swobodny i zupełnie naturalny, a ja momentalnie go polubiłam.
– Na razie wciąż istnieje tylko w planach – odpowiedział. – Słuchaj, nie chciałabyś się ze mną spotkać? Moglibyśmy pójść coś zjeść, pogadać.
– Um. – Zawahałam się, czując jak całe podenerwowanie i nerwowość powracają do mojego ciała.
– Oczywiście tylko jako przyjaciele – dodał, prawdopodobnie ze względu na wyraz mojej twarzy. Zagryzłam policzek od wewnątrz, szybko rozważając w głowie wszystkie za i przeciw.
– Właściwie czemu nie? – powiedziałam, a jego twarz rozpromieniła się w uśmiechu.
– Super. Wpadnę po ciebie wieczorem. Wciąż masz ten sam numer? – Skinęłam głową, w odpowiedzi na pytanie.
– Do zobaczenia – powiedziałam. Posłał mi jeszcze jeden uśmiech, po czym minął mnie i odszedł ulicą, a ja potrzebowałam chwili, by przypomnieć sobie, że ja także powinnam iść dalej.

* * *

– Więc spotykasz się z kimś teraz? – zapytał Josh. Wiedziałam, że ten temat wypłynie prędzej czy później, jednak miałam nadzieję, że nie nadejdzie to tak szybko.
Spojrzałam w swoją filiżankę z herbatą. Wieczór z Joshem mijał mi świetnie, od dawna nie uśmiechałam się już tak wiele. Jednak w tym wszystkim było coś, co napawało mnie smutkiem – świadomość, że kiedyś tak wyglądała nasza codzienność.
Znów zagryzłam wnętrze policzka, przypominając sobie w myślach, że powinnam zerwać z tym nerwowym nawykiem.
Nie czułam się dobrze, będąc zmuszoną opowiedzieć o moim związku z Chace'm. Jak wytłumaczyć Joshowi, że byłam z facetem, którego poznał kiedyś jako narzeczonego mojej najlepszej przyjaciółki? Wiedział, że się rozstali, był na ślubie Madison z Nate’m. Jednak nie wiedział, że związałam się z Chace'm i czułam się okropnie skrępowana, musząc mu o tym powiedzieć.
– Nie do końca – zaczęłam niepewnie, nie podnosząc na niego wzroku. -– Pamiętasz Chace'a, prawda? Po jego rozstaniu z Madison, trochę się do siebie zbliżyliśmy.
Postanowiłam trochę zaryzykować i zerknęłam na Josha, jednak wciąż nie podniosłam głowy. Patrzył na mnie uważnie z lekko zmarszczonymi brwiami, jednak wiedziałam, że mnie nie osądza, a po prostu stara się zrozumieć.
– Wiem, że to okropnie pokręcone – dodałam, chcąc zagłuszyć ciszę. Dlaczego nic nie mówił? W końcu podniosłam głowę, a on uśmiechnął się do mnie delikatnie, jakby sam nie był do tego gestu przekonany.
– A w którym momencie twoje życie nie było pokręcone? – Zaśmiał się, a ja zawtórowałam mu nieświadomie.
– Więc nie uważasz, że jestem idiotką, pakując się w coś takiego? – Ja sama uważałam się za kompletną idiotkę, jednak nie powiedziałam tego na głos.
– Bardziej obawiałem się usłyszeć, że wróciłaś do Holta – przyznał, a ja szybko ugryzłam się w język, by nie powiedzieć czegoś głupiego. Uniosłam do ust filiżankę i upiłam z niej łyk, chcąc jak najdłużej odwlec moment, w którym będę musiała odpowiedzieć.
Lucas Holt. Moja pierwsza miłość, jeszcze z czasów liceum. Byliśmy razem przez kilka lat i był taki czas, że sądziłam, że będziemy razem już na zawsze. Przywykłam do myśli, że należy już do mojej przeszłości i nie lubiłam o nim rozmawiać.
Policzki oblały mi się rumieńcem. Josh chyba to zauważył, bo pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
– Nie musimy o tym rozmawiać, jeśli nie chcesz.
Nie chciałam. Naprawdę wolałam rozmawiać o czymkolwiek, tylko nie o Luke'u, który był powodem, dla którego tak bardzo zraniłam Josha.
– A ty kogoś masz? – zapytałam, pragnąc jak najszybciej zakończyć temat. Odsunął się na oparcie, mrużąc delikatnie oczy i znów się uśmiechając.
– Nie spotkałem nikogo, kto by do mnie pasował – odparł, a sposób, w jaki się we mnie wpatrywał, sprawił, że znów spłonęłam rumieńcem.

14 luty 2018

– Nie, Mad, to nie była randka – westchnęłam do telefonu, chcąc nieco zgasić entuzjazm przyjaciółki.
– Więc co to było? – zapytała. Przesunęłam dłonią po twarzy, nie wierząc, że naprawdę znów rozmawiam w ten sposób o Joshu.
– Spotkanie z dawnym znajomym – zawyrokowałam. – Lepiej powiedz, jak z Nate'm. Porozmawialiście o tym w końcu?
Minął ponad miesiąc od naszego noworocznego spotkania i choć nigdy nie byłam wielką fanką Nathaniela, uważałam, że powinni w końcu pogadać, dla dobra ich małżeństwa. I to nie tak, że nie chciałam szczęścia przyjaciółki, bo życzyłam jej jak najlepiej. Po prostu uważałam, że zasługiwała na kogoś lepszego niż Crawford. Mad powtarzała, że jestem do niego uprzedzona, ale jakimś sposobem po prostu nie dogadywaliśmy się od dnia, w którym się poznaliśmy.
Miałam kiedyś nieprzyjemność pójść z Nate'm na randkę. To było niedługo po tym, jak przeprowadziłam się do Stanów. Wieczór zakończył się okropnie, pokłóciliśmy się, nazwałam go dupkiem i wróciłam autobusem do domu, a dodatkowo się zgubiłam, bo nie znałam jeszcze wtedy miasta. Właściwie nigdy nie odkryłam, co się wtedy wydarzyło, po prostu każde zdanie, które wypowiadał wprawiało mnie w złość.
Już nigdy później nie pozwoliłam Madison umówić mnie na randkę z żadnym „miłym i zabawnym przyjacielem”. Jak też można się domyślić, nie pałałam entuzjazmem, gdy przyjaciółka postanowiła, że chce spędzić z nim resztę swojego życia.
– Nie, ale on zachowuje się, jakby wszystko było w porządku. To zaczyna być męczące.
– Dzisiaj Walentynki, to dobry moment, by się pogodzić – rzuciłam propozycję i mogłam sobie wyobrazić, jak moja przyjaciółka wywraca oczami. Wiedziałam, że ma już na końcu języka zdanie, że czternasty dzień lutego jest taki sam, jak wszystkie inne, jednak nie pozwoliłam jej go wypowiedzieć. – Teraz myślę, że powinnam była zaopiekować się dzieciakami, żebyście mogli spędzić wieczór razem.
Wciąż zdarzało mi się zapominać, że moja przyjaciółka jest tak do przodu, jeśli chodzi o zakładanie rodziny. Ja nie mogłam sobie nawet wyobrazić, by w tym wieku mieć trójkę dzieci i męża, osobę, z którą obiecało się spędzić całe życie.
– Daj spokój, jeśli będziemy chcieli gdzieś wyjść, zawieziemy dzieci do rodziców Nate'a. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy on coś planuje.
Dzwonek do drzwi rozbrzmiał tak nagle, że aż podskoczyłam. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 16, jednak nie pamiętałam, bym umawiała się z kimś na wieczór. Miałam tylko nadzieję, że to nie Josh. Mimo wszystko spotkanie z nim w Walentynki byłoby niezręczne.
– Ktoś dzwoni do drzwi – powiedziałam do Mad, jednocześnie wstając. – Zadzwonię do ciebie jutro. Wesołych Walentynek!
– Nawzajem.
Rozłączyłam się i wcisnęłam telefon do tylnej kieszeni spodni. Otworzyłam drzwi, czując, jak serce bije mi szybciej, gdy napotkałam spojrzeniem Chace'a. Uśmiechał się ostrożnie, jakby niepewnie i było w tym coś tak uroczego, że pragnęłam go przytulić. Skarciłam się w myślach za te uczucia. Nie mogłam, nie powinnam tak gwałtownie na niego reagować.
– Miałem zamiar zaprosić cię na kolację, ale pomyślałem, że pewnie wolałabyś zostać w domu i obejrzeć jakiś film. – Uniósł dłoń, w której trzymał opakowania płyt z jakimiś komediami romantycznymi. Uśmiechnęłam się, zakładając włosy za ucho.
– Z przyjemnością – powiedziałam, przesuwając się w przejściu, by mógł wejść do środka. Mijając mnie, złożył krótki pocałunek na moim policzku i widziałam, jak zerka w moje oczy, by sprawdzić, czy nie mam nic przeciwko.
Zamknęłam za nim drzwi, postanawiając choć na jeden wieczór wyłączyć wyrzuty sumienia i spędzić miło czas. Chyba mogłam sobie na tyle pozwolić, prawda?

lipiec 2013

Obudziłam się o nieprzyzwoicie wcześniej godzinie i nie byłam w stanie zasnąć już nawet na chwilę. Kręciłam się po domu, przestawiając wszystkie rzeczy, które nie wymagały przestawienia i przecierając wszystkie szafki, które nie wymagały przetarcia.
Miałam jechać na lotnisko dopiero o 15, a była ledwie 6 rano. Nie mogłam jednak doczekać się, aż w końcu znowu zobaczę Luke'a, będę mogła spojrzeć mu w oczy, przytulić go, porozmawiać. Pisanie listów to nie to samo i nigdy nie zastąpi obecności drugiego człowieka.
Luke przyjeżdżał tylko na dwa tygodnie, jednak wiedziałam, że i tak dostaliśmy dużo czasu, niektórzy nie mieli nawet tego.
Doskonale pamiętałam dzień, w którym powiedział mi, że wstąpił do wojska. Na początku nie chciałam mu uwierzyć, nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić. Przekonywał mnie, że to jest właśnie to, co chce robić w życiu, że musi to robić, bo do tego został stworzony. Powiedział także, że nie chce, bym spędziła swoje życie na czekaniu i miał rację, nie chciałam. Jednak najbardziej nie chciałam go stracić. Za każdym razem, gdy wracał do domu, czułam, że w końcu mogę głęboko odetchnąć.
Najgorsza była jednak myśl, że może już nie wrócić, że kolejny list może nigdy nie przyjść. Ta wizja zbytnio mnie przerażała, jednak wiedziałam, że była bardzo prawdziwa. Jak wiele kobiet nigdy nie doczekało się na powrót swoich ukochanych, jak wiele dzieci…?
Około południa spakowałam wszystkie rzeczy do auta, nie mogąc już znaleźć sobie zajęcia. Z lotnika mieliśmy jechać prosto do nadmorskiego miasteczka i spędzić tydzień w domku na plaży, należącym do rodziców Luke'a. Czułam ekscytację, krążącą mi w żyłach na myśl o byciu z nim sam na sam w tak pięknym miejscu, choć na chwilę z dala od wszystkich problemów i obowiązków.
Gdy w końcu nadeszła wyczekiwana przeze mnie 15, pojechałam na lotnisko. Na miejscu zaczęłam się okropnie stresować, wykręcałam palce obu dłoni lub bawiłam się włosami. Nie mogłam już doczekać się, aż go zobaczę, a jednocześnie trochę się bałam, że będzie inny, w końcu wiele było historii o żołnierzach, którzy całkowicie zmieniali się pod wpływem wojny i wszystkiego, co na niej widzieli.
W końcu zobaczyłam go, idącego wśród tłumu pasażerów i rozglądającego się, jakby mnie szukał. Nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu, gdy zaczęłam biec w jego stronę. Zobaczył mnie chwilę przed tym, jak rzuciłam mu się na szyję. Podniósł mnie, mocno obejmując w talii, a ja zaczęłam się śmiać. Ulga i szczęście, które czułam, mogąc go przytulić były nie do opisania. W końcu postawił mnie na ziemi, chwycił moją twarz w dłonie i zaczął mnie całować, a ja czułam uśmiech, który rozciągał się na jego ustach.
– Kocham cię, Annie – powiedział, znów mnie przytulając. – Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem.
– Tak się składa, że wiem doskonale.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia z lotniska i wsiedliśmy do samochodu, a ja zaczęłam mu opowiadać o tym wszystkim, co wydarzyło się na studiach i co słychać u naszych znajomych, a czego nie napisałam mu w listach. Wiedziałam, że on nie może mi wszystkiego powiedzieć, bo wiele informacji było tajnych, jednak opowiedział mi trochę o chłopakach, którzy byli tam z nim i o tych chwilach, które spędzali na odpoczynku i zabawach.
Słuchając go, nie skupiałam się całkowicie na jego słowach, a raczej na jego głosie, za którym tak bardzo tęskniłam. I patrząc na niego, gdy uśmiechał się do mnie z siedzenia pasażera, myślałam o tym, jak bardzo go kocham i jak bardzo mi go brakowało.

                                                                       * * *

Na miejsce dotarliśmy już późnym wieczorem. Luke spał trochę po drodze, a ja musiałam zatrzymać się na stacji i zaopatrzyć się w kubek kawy, bo krótki sen tej nocy dawał mi się we znaki.
Okolica była bardzo ładna, wychodząc z domu mogłam zobaczyć oddalony o niecałe pięćdziesiąt metrów przybrzeżne wesołe miasteczko, będące centrum rozrywki, społeczeństwa i tak właściwie wszystkiego w okolicy. Lubiłam takie miejsca, spokojne, jakby wyizolowane.
Domek był dwupiętrowy, w dużej mierze zrobiony z drewna. Miał dwa pokoje z dwuosobowymi łóżkami, kuchnia była dość duża, połączona z salonem, który pełniła także funkcję jadalni.
– I jak ci się podoba? – zapytał Luke, wchodząc za mną do kuchni. Obróciłam się w jego stronę.
– Czuję się trochę, jakbyś wywiózł mnie w jakieś miejsce, gdzie nikt nie usłyszy, gdy będę wołać o pomoc – zażartowałam. Postanowiłam trochę się z nim podroczyć, bo oczywiście bardzo mi się podobało. Podszedł do mnie i nachylił delikatnie głowę, by spojrzeć mi w oczy.
– Może to wcale nie takie złe – powiedział cicho, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Przysunął się jeszcze bliżej i pocałował mnie z całą tą tęsknotą, która gromadziła się w nas, odkąd widzieliśmy się ostatnim razem.
Luke podniósł mnie i posadził na jednym z blatów kuchennych, całując coraz natarczywiej. Wplotłam palce w jego włosy, przycięte krótko, jak na żołnierza przystało.
– Annie… Wyjdziesz za mnie? – zapytał, a mi serce na chwilę zamarło w piersi. Otworzyłam oczy spojrzałam mu w twarz, z lekkim niedowierzaniem.
– Co? – zapytałam, a on się uśmiechnął. Widziałam w jego oczach, że mówi poważnie. Czułam, jak w mojej głowie toczy się cicha walka.
– Anno Rosalie Sunshine. Wyjdziesz za mnie? – powtórzył, a jego oczy zabłyszczały.
– Ja... – Nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć. Mieliśmy dopiero po 20 lat, nie chciałam jeszcze decydować się na coś takiego, jak małżeństwo. Jednak, jeśli i tak chciałam spędzić resztę życia z Lukiem…
Tylko czy naprawdę tego chciałam? Czy pragnęłam przez kolejne długie lata sprawdzać skrzynkę na listy kilka razy dziennie, czy pragnęłam spędzać noce samotnie, za towarzystwo mając tylko głosy w mojej głowie, które pytały, czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczę? Czy pragnęłam jego?
Zeskoczyłam ze szafki, a on odsunął się powoli.
– Luke… Daj mi trochę czasu, dobrze? Nie mówię nie, ale… To poważna decyzja. – Skinął tylko głową, posyłając mi uspokajający uśmiech. – Obiecuję, że odpowiem ci, zanim wyjedziesz.
– W porządku.
Chwycił moją dłoń i splótł naszą palce, delikatnie ciągnąc mnie w stronę wyjścia na taras. Spojrzałam na jego twarz. Nie byłam gotowa, by podjąć tak ważną decyzję. Chciałabym, by mnie o to nie zapytał, jednak stało się, a teraz musiałam sobie z tym jakoś poradzić. Czułam, że będzie to najtrudniejszy wybór w moich dotychczasowym życiu.

Miałam dwa tygodnie. Dwa tygodnie, by podjąć decyzję, która mogła być najważniejszą w moim życiu.

---

No to ten. Długo mnie nie było, wiem, ale miałam ostatnio dużo na głowie w związku ze szkołą i wyborem rozszerzeń itp. i nie miałam kompletnie głowy do pisania. Z góry też przepraszam za ten rozdział, ale pisałam poszczególne fragmenty w sporych odstępach czasu i nie wyszło to najlepiej.
Dodałam do zakładki bohaterowie linki do zdjęć Luke'a i Josha, gdyby ktoś był zainteresowany.
Dobra, zmykam robić zadanie z matematyki.

Do napisania,
letty

trzeci.

31 grudnia - 1 stycznia
Madison

Gdy poznałam Zayna miałam szesnaście lat. Pamiętałam, że lubiłam sposób, w jaki brał mnie za rękę, jakby to była ostatnia rzecz, jakiej mógł się przytrzymać. Miał zwyczaj bawić się palcami mojej dłoni, czasami nawet nieświadomie, podczas rozmowy lub gdy siedzieliśmy na kanapie w jego domu. Podobało mi się, że był dla mnie nieodpowiedni. Czułam się trochę jak dziewczyny w filmach lub bohaterki książek. Która nastolatka by tego nie chciała?
Przez te wszystkie lata pomiędzy mną a Zaynem wydarzyło się bardzo wiele rzeczy. Pojawiał się i znikał z życia mojego i naszej córki. Wielokrotnie próbowałam już o nim zapomnieć, a szczególnie ostatnio  miałam męża, miałam rodzinę, miałam życie, którego on nigdy nie byłby w stanie mi dać i które w zupełności mnie zadowalało. Nie mogłabym tego wszystkiego porzucić. I tylko czasami myślałam o nim późną nocą lub przypominałam sobie jego zapach, gdy jesienny wiatr uderzał mi w twarz. Potrafiłam wyrzucić go z głowy na długie tygodnie, a potem wystarczył tylko jeden moment, bym znów całkowicie się rozpadła.
Pierwszy list Zayn zostawił Annie, gdy wyjeżdżał, tuż przed moim ślubem z Nate'm. Pisał w nim, że tak będzie lepiej, że tylko tak będę mogła naprawdę być szczęśliwa. Tę część zapamiętałam najbardziej, bo ani trochę się z nią wtedy nie zgadzałam. Uważałam, że potrzebuję go w swoim życiu. Jednak z czasem przyzwyczaiłam się do jego nieobecności. Kolejny list był całkowicie niesprawiedliwy. Jak miałam ruszyć dalej, gdy po raz kolejny budził we mnie stare uczucia, przypominał o sobie? Przez chwilę nienawidziłam go za to, że napisał. Ostatecznie jednak go rozumiałam. Sama pragnęłam tak wiele mu powiedzieć, tyle niedokończonych spraw pozostawało między nami i miało pozostać już na zawsze. Jednak nie wiedziałam nawet, gdzie teraz jest, dokąd pojechał. Podejrzewałam, że Annie wie, jednak nie chciałam jej pytać. Chyba wolałam nie wiedzieć.
Nie przeczytałam listu od razu. Schowałam go pod książką na moim stoliku nocnym. Nate nie miał powodu tam zaglądać. Nie chciałam, by wiedział, choć jakaś część mnie zdawała sobie sprawę, że miał takie prawo. Jednak zdecydowałam się go nie ranić. Wciąż pamiętałam wyraz jego oczu, gdy wyznałam mu swoje uczucia do Zayna, a on powiedział, że jeśli mimo tego chcę za niego wyjść, poradzimy z tym sobie. Nie mogłabym przyznać mu, że już od dłuższego czasu sobie nie radziłam.
Spędziłam wieczór, starając się nie myśleć o Zaynie, choć nie szło mi to najlepiej. Odpowiadałam na uśmiechy Nate'a, śmiałam się z żartów i piłam, może trochę zbyt dużo. Razem ze wszystkimi śpiewałam sto lat, gdy Nadira zdmuchiwała świeczki na torcie i przytulałam ją mocno, po raz kolejny składając życzenia. Potem Chace położył chłopców spać i ściszył muzykę, a wtedy zrobiło się tak cicho i spokojnie, że niemal zasypiałam, wlewając w siebie kolejne kieliszki alkoholu. Około północy kręciło mi się już w głowie i nieustannie przytulałam się do Nate'a, czując dziwny chłód, gdy nie było go obok. Annie co chwilę badała mnie wzrokiem i miałam wrażenie, że stara się usuwać alkohol z pola mojego widzenia. Nie miałam problemów z używkami już dobrych kilka lat, a ona po prostu przesadzała. Był Sylwester, chyba miałam prawo się trochę napić.
Czułam się dziwnie otępiała, jakby moje mięśnie były zbyt zmęczone, by się poruszać. Annie upomniała mnie szeptem, bym się ogarnęła, ale ja potrafiłam myśleć tylko o niezrozumiałej dla mnie potrzebie, by ukryć się przed światem, najlepiej w ramionach Nate'a. Połowicznie rejestrowałam to, co działo się wokół mnie – fajerwerki, śmiech Nadiry, wesołe życzenia noworoczne, pocałunek, rozmowy, kolejny kieliszek w mojej dłoni.
A potem zasnęłam, nawet nie pamiętając, w którym momencie. Obudził mnie głos Nate'a. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że uśmiecha się do mnie, a może śmiał się ze mnie. Trudno ocenić. Przekręciłam się na drugi bok, zaciskając powieki. Głowa okropnie mnie bolała, czułam się, jakbym mogła zwymiotować po wykonaniu najmniejszego ruchu.
Nate chwycił mnie za ręce i pociągnął w swoją stronę, przez co znalazłam się w pozycji pionowej. Teraz już wyraźnie słyszałam, że się ze mnie śmiał. Otworzyłam znów oczy i spiorunowałam go wzrokiem.
– Głowa mi pęka. – Wyswobodziłam ręce z jego uścisku i wplotłam palce we włosy.
– To dlatego, że się wczoraj spiłaś.
Nie pamiętałam, bym wypiła jakoś szczególnie dużo, jednak moja głowa mówiła coś innego.
– To dlatego, że dawno nie piłam.
– Mówisz, że powinniśmy częściej chodzić na imprezy?
Nate wstał z łóżka i chodził teraz po sypialni. Gdy podniosłam na niego wzrok, znów się uśmiechał, a ja automatycznie odwzajemniłam gest.
Byłam wdzięczna, że miałam go w swoim życiu. Czynił świat o wiele znośniejszym, o wiele bardziej kolorowym i zabawniejszym. Kochałam go, choć wiedziałam, że nie tak mocno, jak na to zasługiwał, nie tak mocno, jak on kochał mnie. On także o tym wiedział. Kiedyś powiedział mi, że dużą część swojego serca oddałam wcześniej Zaynowi i Chace'owi, a teraz nie mogłam już go odzyskać. I miał rację. W żaden sposób nie mogłam dostać tamtego czasu z powrotem, cofnąć tamtych uczuć.
Czasami, gdy patrzyłam na Nate'a, myślałam, że jest zbyt idealny i zbyt dobrze mnie rozumie, by był prawdziwy.
– Pojedźmy gdzieś, w jakieś miejsce, gdzie nie ma śniegu – powiedziałam lekko rozmarzonym tonem. Chciałam wyrwać się na chwilę od rzeczywistości, zostawić dzieci z Chace'm i korzystać jeszcze trochę ze swojej młodości, która powoli zbliżała się do końca.  Zróbmy coś fajnego.
– Jeśli chcesz, mogę ci zrobić dziecko – odpowiedział i wiedziałam, że żartował tylko po części. Skrzywiłam się, znów opadając na poduszki.
– Myślę, że trójka to bardzo ładna liczba.
– Piątka o wiele bardziej mi się podoba.
Natychmiast się rozbudziłam. Zupełnie, jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Rozmawialiśmy już z Nate'm o dzieciach. On bardzo chciał zostać ojcem, tak naprawdę, nie tylko przybranym, ale ja byłam już matką i nie do końca uśmiechało mi się zostać nią po raz kolejny. Tony nie miał jeszcze nawet roku, a ja chciałam skupić się też trochę na sobie.
Gdy odeszłam od Chace'a, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie mam nic. Nie skończyłam szkoły, pracowałam tylko przelotnie i nie było to nic poważnego. Uzależniałam całe swoje życie od mężczyzny. Uważałam, że to co najmniej toksyczne. Dlatego chciałam, by mój związek z Nate'm wyglądał inaczej. Nie rozmawiałam z nim jeszcze o tym, ale miałam już pomysł i gdyby tylko wszystko się udało, mogłabym w końcu mieć coś swojego.
– Żartujesz sobie, prawda? – zapytałam, a on tylko się zaśmiał w odpowiedzi.
To nie tak, że nie chciałam w ogóle mieć z nim dzieci. Wiedziałam, ile to dla niego znaczy i mi także w pewien sposób na tym zależało. Po prostu wolałam z tym poczekać i kiedyś, za kilka lat, urodzić dziecko, któremu moglibyśmy poświęcić tyle uwagi, na ile zasługiwało.
Nate podszedł do mnie i pocałował mnie krótko, opierając się jedną dłonią o ścianę za mną. Zapragnęłam przyciągnąć go do siebie i pogłębić pocałunek, jednak on już się odsunął.
– Porozmawiamy o tym innym razem. – Uśmiechnął się ponownie i wyszedł z pokoju. Stoczyłam się z łóżka, czując, jak wszystko w moim żołądku się przewraca. Mój wzrok powędrował w stronę książki, pod którą spoczywał list od Zayna.
Nie wiedziałam, kiedy będę gotowa go przeczytać. W tamtym momencie nie byłam nawet pewna, czy w ogóle kiedykolwiek go otworzę.

* * *

Siedziałam na kanapie obok Chace'a, który skakał po kanałach, szukając czegoś do obejrzenia. Annie znów siedziała w fotelu, szkicując. Zauważyłam, że stara się nie patrzeć w naszą stronę, gdy rozmawialiśmy i śmialiśmy się razem. Zmusiłam się, by nie czuć się za to winną, jednak nie zmieniało to faktu, że byłam lekko skrępowana. Nienawidziłam tego. Tego, że musiałam uważać na każdy ruch i słowo, gdy chodziło o Chace'a. Kiedyś czułam się w jego towarzystwie swobodnie, bezpiecznie i brakowało mi tamtych czasów.
Na zewnątrz już dawno zrobiło się ciemno, a w domu zapadła cisza, gdy położyliśmy dzieci spać. Nate poszedł właśnie sprawdzić, czy wszystko u nich w porządku i pewnie Nadira zatrzymała go, prosząc, by opowiedział bajkę. Zawsze tak robiła, gdy tylko ktoś do niej zaglądał wieczorem.
Sięgnęłam po pilota, którego trzymał Chace, jednak zdążył odsunąć rękę, więc tylko szturchnęłam go w ramię. Zaśmiał się, również lekko mnie popychając.
Na schodach rozbrzmiały kroki Nate'a, który po chwili wszedł do salonu. Stanął przede mną, a ja natychmiast poczułam, że coś jest nie tak.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytał, rzucając mi na kolana kopertę z listem od Zayna. Kompletnie mnie zatkało, przez chwilę nie byłam w stanie się poruszyć. Poczułam, że Chace wyprostował się i napiął mięśnie. Gdy spojrzałam na twarz Nate'a, zobaczyłam, że był wściekły. Przełknęłam ciężko ślinę i wstałam, spoglądając mu prosto w oczy.
– Ponieważ to nic nie znaczy. A wiedziałam, jak zareagujesz.
Zacisnął szczękę. W jego oczach błyszczała złość, nad którą starał się zapanować. Nie chciał, by ta rozmowa posunęła się zbyt daleko, jednak widziałam, jak to powoli nadciąga. Nigdy nie byliśmy w stanie przestać się kłócić w odpowiednim momencie i ostatecznie jedno z nas zawsze przekraczało jakąś granicę.
– Więc postanowiłaś nie mówić mi, że twój były napisał do ciebie list? Czy ty w ogóle...
– To nic nie znaczy – przerwałam mu, niechcący podnosząc głos. – Na litość Boską, Nate, nawet nie odpowiadam na te listy.
– Listy? – Poczułam, jak ziemia osuwa mi się spod stóp. Upadałam, spadałam w głąb nicości, szarpana przez uczucia, a jednak wciąż stałam naprzeciw niego i mierzyłam się z nim wzrokiem. – Więc był więcej niż jeden?
– Ten jest drugi. – Udało mi się zapanować nad głosem, znów mówiłam spokojnie. – Pierwszy dostałam tuż przed naszym ślubem.
Odwrócił wzrok, robiąc krok do tyłu. Widziałam, jak okropnie zraniło go to, że o niczym mu nie powiedziałam. Że ukrywałam to, jak jakiś ważny sekret. Sama sprawiłam, że to miało znaczenie.
Przesunął dłonią po twarzy, głośno wypuszczając powietrze z płuc i znów na mnie spojrzał.
– I nie raczyłaś mi nic o tym powiedzieć?
– To tylko parę słów, Nate. Nic dla mnie nie znaczą. – Starałam się być spokojna, jednak złość wzbierała we mnie falami. – Chyba nie myślisz, że cię zdradzam?
– No nie wiem, w końcu zdarzyło ci się to już w przeszłości, co nie?
Poczułam się, jakby mnie spoliczkował. Oddychałam ciężko, czując, jak łzy zbierają mi się w oczach. Atmosfera w pomieszczeniu zrobiła się okropnie ciężka. Dziwiłam się, że Annie i Chace jeszcze nie wyszli. Wydawało się, że boją się wykonać choćby najmniejszy ruch, jakby to miało sprawić, że znajdą się pod ostrzałem. Właściwie czułam ulgę, że nie zostawili nas samych. Nie wiem, co mogłoby się wtedy stać.
– Jesteś dupkiem, Nate – powiedziałam cichym głosem, przełykając łzy. Naprawdę nienawidziłam go w tamtym momencie, za co z kolei nienawidziłam siebie.
– Więc może nie powinnaś była za mnie wychodzić.
– Może nie powinnam była.
Świat jakby na chwilę się zatrzymał. Natychmiast pożałowałam swoich słów, jednak byłam jeszcze zbyt wściekła, by się tym przejąć.
Odepchnęłam go, przechodząc obok i kierując się na schody.
– Jestem pewna, że nie miała tego na myśli – odezwała się szeptem Annie, gdy ja wbiegłam na piętro. Powinnam była jej przytaknąć, wykrzyczeć, że ma rację. Bo choć ja jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy, ona wiedziała, jak bardzo będę żałować tych słów.
– Dokładnie to miała na myśli. – Usłyszałam jeszcze głos Nate'a, a potem zatrzasnęłam za sobą drzwi pokoju.

* * *

Marzec, 2010
Osiem lat wcześniej
Madison

Jeszcze zanim otworzyłam oczy, uderzył mnie silny zapach alkoholu i papierosów, który unosił się w powietrzu. Zmarszczyłam nos, odwracając się i chowając twarz w poduszce. Ta z kolei przesiąknięta była dobrze mi znaną wonią, charakterystyczną dla ciała Zayna.
Otworzyłam oczy. Chłopak leżał obok mnie, oddychając spokojnie. Spał. Wyglądał tak niewinnie i bezbronnie, jakby był zupełnie inną osobą. Sięgnęłam dłonią w stronę szafki, ustawionej obok łóżka i zaczęłam macać po niej na oślep, szukając telefonu, jednak znalazłam tylko paczkę papierosów i lampkę nocną. Po dłuższej chwili podniosłam się i w końcu zauważyłam swoją zgubę, porzuconą na ziemi, tuż obok moich spodni. Musiał wypaść, gdy rozbierałam się wieczorem.
Spojrzałam na wyświetlacz. Była 5:27, co oznaczało, że miałam jeszcze wystarczająco dużo czasu, by pojechać do domu, przebrać się i zdążyć do szkoły. I choć okropnie nie chciało mi się tam iść, wiedziałam, że mam już wystarczające kłopoty.
Usiadłam na łóżku, trochę zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam oczy, licząc w myślach do dziesięciu. W głowie pojawiły mi się obrazy z poprzedniej nocy. Jak zwykle za dużo wypiłam i jak zwykle nikt mnie przed tym nie powstrzymywał. Potem trochę pokłóciłam się z Zaynem, ale gdy wypiłam jeszcze trochę więcej, skończyłam z nim w łóżku.
Spojrzałam na niego, zakładając spodnie. Przesunęłam wzrokiem po jego ciele, częściowo przykrytym kołdrą. Gdy był w pobliżu, nie miałam nad sobą żadnej kontroli. Wystarczał jeden jego gest, jedno słowo. Wielokrotnie już próbowałam to zakończyć, ale zawsze wracałam, on zawsze mnie odnajdywał. Nie potrafiłam odejść, uzależnił mnie nie tylko od siebie, ale także od swojego stylu życia.
Ale ja chciałam jeszcze trochę o siebie zawalczyć. Dlatego zebrałam wszystkie swoje rzeczy, które udało mi się zauważyć, wpakowałam je do plecaka i wyszłam z pokoju, by zdążyć na najbliższy autobus do domu.
Zayn mieszkał z siostrą, Safaą, jednak ta pracowała na nocną zmianę jako kelnerka w pobliskim klubie, więc nie było jej jeszcze w domu. Właściwie nie przepadałyśmy za sobą szczególnie, ale miałam wrażenie, że ona tak naprawdę nie lubiła nawet własnego brata. Trudno było jej się dziwić, skoro pod jej nieobecność ciągle urządzał w domu imprezy.
Weszłam jeszcze do łazienki, by zobaczyć, jak wyglądam. Tusz do rzęs miałam rozmazany pod powiekami, więc szybko go wytarłam. Włosy spięłam w kucyka, nie mogąc patrzeć na to, jak splątane i potargane opadają mi na ramiona. Kiedyś bardziej o nie dbałam, teraz były zniszczone i o wiele krótsze, niż lubiłam. W pewnym momencie po prostu przestałam się nimi tak przejmować.
Gdy uznałam swój wygląd za znośny, wyszłam znów na korytarz, a tam spotkałam Zayna. Wymusiłam uśmiech, choć czułam się okropnie. Chłopak miał na sobie tylko spodnie dresowe i mogłam podziwiać tatuaże, zdobiące jego ciało. Podszedł do mnie.
Już wychodzisz? zapytał, stając naprawdę bardzo blisko i dotykając dłonią mojej talii.
Chcę zdążyć do szkoły - odparłam, wzruszając lekko ramionami. Tymczasem Zayn przesunął dłoń na moją twarz, muskając palcami policzek i podbródek.
Mogłabyś urwać się z lekcji.
Kiedyś coś takiego nawet nie przeszłoby mi przez myśl. Jednak wszystko zmieniło się, od czasu, gdy spotkałam Zayna. Teraz opuszczałam tak dużo lekcji, że groziło mi, że będę nieklasyfikowana. Cóż, ludzie się zmieniają.
Dyrektorka zadzwoni do mojej matki, a ta wparuje tutaj, chcąc cię zamordować.
Przewrócił oczami, choć wiedział, że mam rację. Mama go nienawidziła, a on nienawidził jej. Tak po prostu musiało być, nawet nie łudziłam się, by to kiedykolwiek mogło się zmienić.
Wpadnę po ciebie po szkole powiedział, a ja skinęłam głową, potwierdzając. Nie skomentowałam faktu, że sam nie miał zamiaru udać się na zajęcia. Dla niego to było zupełnie normalne i jakakolwiek dyskusja nie miałaby sensu.
Pochylił się i pocałował mnie mocno, jakby szukając w moich ustach obietnicy, że będę na niego czekać. I nie chodziło tylko o tamten dzień. Miałam czekać na niego już zawsze. Nie wydawało mi się to takie złe, jak wszystkim moim znajomym. Właściwie lubiłam to nowe życie, które prowadziłam z Zaynem. Nie było perfekcyjne i wielokrotnie sprawiało, że czułam się okropnie, jednak taki właśnie był świat, prawda? Nieważne, jaką drogę bym wybrała, nie mogłam uniknąć zranienia.
Gdy Zayn w końcu się odsunął, minęłam go i wyszłam z domu. Przystanek nie był daleko, właściwie wystarczyło, bym wyszła z uliczki na główną drogę i byłam na miejscu. Na zewnątrz było zimniej, niż się spodziewałam, na szczęście miałam na sobie kurtkę.
Na przystanku stał ktoś jeszcze, młody mężczyzna. Czułam, jak zmierzył mnie wzrokiem, gdy obok niego przeszłam i poczułam się nieswojo. Starałam się nie patrzeć w jego stronę. Nie cierpiałam takich sytuacji  sam na sam z nieznajomym, który wydaje się podejrzany.
Wszystko w porządku? zapytał mężczyzna, a ja z zaskoczeniem zauważyłam, że ma przyjemny głos. Spojrzałam na niego niepewnie.
Wyglądał zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Był przystojny. Zabawny fakt, że ładni ludzie łatwiej budzą zaufanie. Miał ciemne włosy i lekki zarost, a z jego oczu bił spokój, przemieszany z oczekiwaniem, jakby spodziewał się, że coś szczególnego się za chwilę wydarzy.
Tak odparłam oschle, odwracając wzrok.
Nie wygląda.
Zerknęłam na niego, zakładając dłonie na piersi. Z jakiegoś powodu budził we mnie dziwne uczucie ekscytacji. Starałam się zwalczyć to w sobie, jednak w końcu odwróciłam się w jego stronę, wyciągając rękę, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Jestem Madison.
On także się uśmiechnął i było w tym coś tak przyjemnie ciepłego, że zapragnęłam oglądać ten uśmiech do końca swojego życia. Podał mi dłoń.
Chace.


___

No dobrze, więc oto jest rozdział trzeci. Wydaje mi się lepszy od poprzedniego, ale i tak nie jestem z niego całkowicie zadowolona. W końcu wiemy troszkę o przeszłości Madison i o Zaynie, wiem, że to wciąż niewiele, ale co o tym sądzicie?
Dziękuję za komentarze pod rozdziałem drugim, było ich mniej niż pod pierwszym, ale rozumiem, że był trochę gorszy. Spróbuję ze zgłoszeniem bloga do różnych spisów, może trochę go tym zareklamuję. Tak swoją drogą, mam problem z opisem bloga, wiem, że ten aktualny zbytnio nie zachęca, ale gdy próbuję napisać nowy, wychodzi mi jedynie coś niemiłosiernie długiego.
Wciąż nie wiem, jak poprawnie zapisywać odmieniane imiona zagraniczne, więc przepraszam, jeśli nie jest to zrobione poprawnie.
Ah, jeszcze jedno. Zwracajcie proszę uwagę na daty, żeby się nie pogubić, bo będą przeskoki.

Do napisania,
letty

drugi.

31 grudnia
Annie

Obudziłam się około dziesiątej rano, z okropnym bólem głowy. Nie było w tym dla mnie nic dziwnego, często mi się zdarzało, gdy nie mogłam zasnąć przez wiele godzin w nocy. Zażyłam jakąś tabletkę i porozciągałam się, chcąc jakoś zmusić swój organizm, by poczuł się choć trochę lepiej. Stanęłam przed lustrem, upięłam włosy w kucyka i szybkimi ruchami rozbudziłam skórę na twarzy. Na koniec założyłam na siebie sweter i dżinsy, a w efekcie nie wyglądałam tak źle, jak można by się spodziewać po kimś, kto spał około trzech godzin, w powiewach może do czterech.
Schodząc po schodach usłyszałam śmiech Nadiry, Alexa i Nate'a oraz naburmuszony, lecz jednocześnie rozbawiony głos Madison.
Nie powinnam była tak wczoraj wybuchać. To nie jej wina, że postanowiłam spotykać się z jej byłym prawie mężem. Obiecałam sobie, że przeproszę ją przy pierwszej okazji. Gdy mijałam całą czwórkę w salonie, posłałam im tylko uśmiech, nie mając na razie ochoty na wdawanie się w rozmowę.
W kuchni spotkałam Chace'a. Mogłam się tego spodziewać, ale z jakiegoś powodu jego widok mnie zaskoczył.
- Hej – powiedział, opierając się o jedną z szafek i przyglądając mi się. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i sięgnęłam po kubek, by napić się herbaty. Czułam, że obserwował każdy mój ruch, jakby się spodziewał, że któryś z nich wskaże mu, by zaczął mówić.
- Przepraszam – odezwał się w końcu, a ja spojrzałam na niego niepewnie, szybko jednak znów odwracając wzrok. – Za wczoraj. Nie powinienem był naciskać. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, zupełnie to rozumiem. Nie musimy się śpieszyć.
Przygryzłam od wewnątrz policzek, wpatrując się w swoje dłonie, gdy on do mnie podszedł. Ostrożnie dotknął mojej ręki, a ja poczułam, jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Rzecz w tym, Chace – zaczęłam powoli, starając się kontrolować swój głos – że nie wiem, czy to w ogóle był dobry pomysł. Ty i ja.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam dezorientacje w jego oczach. Poruszyłam ramionami, chcąc się nieco rozluźnić. Wiedziałam, że jeśli nie teraz, będziemy musieli przeprowadzić tę rozmowę później, a wolałam już mieć to za sobą.
- Przez siedem lat byłeś z moją najlepszą przyjaciółką. Miałam być druhną na waszym ślubie. – Nawet w mojej głowie brzmiało to okropnie irracjonalnie.
- Annie, to nic nie znaczy. To przeszłość.
- Tak, ale wy... – Czułam się beznadziejnie, robiąc to. Tak naprawdę tego nie chciałam, ale patrzenie na nich, na to, jak wychowują razem dzieci, przebywanie w miejscach, które pełne są ich wspólnych wspomnień, to było dla mnie zbyt dużo. – Macie dzieci. One są tutaj teraz. Ja po prostu przez siedem lat patrzyłam na was i wasze szczęście i byłam pewna, że będziecie razem. I nie ważne, co do ciebie czuję. Czy w ogóle cokolwiek do ciebie czuję. Gdy patrzę w twoje oczy widzę uczucia, którymi darzyłeś ją. – Poczułam się lżej, gdy już to powiedziałam. Jakbym pozbyła się czegoś bardzo trudnego do utrzymania. W jego oczach odmalowało się rozczarowanie, nie ból, a nawet nie smutek. Był rozczarowany. – Przepraszam, Chace. Nie wiem, czy to kiedykolwiek się zmieni.
Wzięłam kubek ze swoją herbatą i wyszłam z kuchni. Jakaś część mnie pragnęła zawrócić, cofnąć wszystkie słowa, jednak skutecznie ją uciszyłam.
Zatrzymałam się w korytarzu i wzięłam kilka głębokich oddechów. Gorący kubek zaczynał już parzyć mnie w dłonie. Czułam się idiotycznie, a jednocześnie pragnęłam zacząć się śmiać. Jak choć przez chwilę mogłam wierzyć, że ten związek ma prawo istnieć? Nie powinniśmy być razem, nie miało znaczenia, jak bardzo go lubiłam i jak świetnym był facetem. Miał dzieci z moją najlepszą przyjaciółką, dzieci, które nazywały mnie ciocią.
Pomyślałam o Nathanielu, o tym, jak dla niego to wszystko nie miało znaczenia. Przecież on i Chace byli kiedyś tak blisko, jak ja i Madison.
Odsunęłam od siebie tę myśl. Nie mogłabym, nie potrafiłabym postąpić tak, jak on. I nie chciałam tego.
Wzięłam jeszcze jeden głęboki oddech i weszłam do salonu. Nathaniela i Alexa już nie było, Madison siedziała na kanapie, a Nat układała puzzle na dywanie. Włosy opadały jej na twarz i gdy w tamtym momencie jej się przyglądnęłam, uderzyło mnie to, jak podobna była do Zayna. Nie chodziło nawet o wygląd, ale o sposób, w jaki przykładała palce do warg, gdy myślała, o to, jak przesuwała oczami po obiektach – było w tym coś znajomego. Choć nie miała jego oczu, miała jego spojrzenie.
Położyłam kubek na stole i podeszłam do dziewczynki. Uśmiechnęłam się szeroko, choć wciąż czułam, jak coś się we mnie rozpada.
- Wszystkiego najlepszego, Nat. – Uściskałam ją mocno, a ona objęła mnie radośnie swoimi szczupłymi ramionami. – Mam nadzieję, że ten rok przyniesie ci mnóstwo szczęścia.
- Dziękuję – odpowiedziała, nie przestając się uśmiechać. Była tak szczerze radosna, że czasami bolało mnie patrzenie na nią. Jej życie było tak skomplikowane i czasami wydawało mi się, że ja na jej miejscu bym po prostu usiadła i zaczęła płakać. Ale to właśnie było w dzieciach niezwykłe – nawet, gdy spotykało je wiele nieszczęść, wciąż pozostawały szczere i radosne.
- Myślisz, że tata zadzwoni? – zapytała, patrząc na mnie błyszczącymi z emocji oczami. Spojrzałam zdezorientowana na Mad, jednak ona tylko pokręciła głową.
- Nie wiem, Nadi – odpowiedziałam. – Ale nawet jeśli nie, jestem pewna, że o tobie myśli.
- Skąd wiesz? – zapytała, opuszczając głowę. – Ja czasami myślę, że on mnie już nie kocha. – Serce powoli zaczęło mi pękać. Nie powinno jej to spotykać. Od samego początku Madison, Zayn i Chace toczyli swego rodzaju wojnę, która odbijała się na niej boleśnie.
- Pamiętam dzień, w którym się urodziłaś – zaczęłam spokojnym tonem. – Twój tata był bardzo wystraszony, ale gdy wziął cię na ręce, nie mógł przestać się uśmiechać. Zmieniłaś jego życie na lepsze. Nigdy nie mógłby o tobie zapomnieć, a już tym bardziej nie mógłby przestać cię kochać.
- Naprawdę?
Skinęłam głową, wymuszając delikatny uśmiech. Ona znów się rozpromieniła, zapominając o całym smutku, jak to dzieci miały w zwyczaju. Ale to nie znaczyło, że on zniknął. Wciąż gdzieś tam był, głęboko w jej sercu.
- A teraz leć do swojego pokoju, bo zostawiłam tam coś dla ciebie – powiedziałam, a ona natychmiast zerwała się do biegu i zniknęła na schodach. Odprowadziłam ją wzrokiem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Była tak autentycznie szczęśliwa, że człowiek momentalnie stawał się przy niej weselszy. Nie dało się jej nie kochać.
- Nie pamiętam, by Zayn tamtego dnia się uśmiechał. – Usłyszałam głos Madison, więc powoli odwróciłam się w jej stronę. Niemal zapomniałam, że wciąż jest w pokoju. Wzruszyłam ramionami.
- To dlatego, że w ogóle nie chciałaś go widzieć – przypomniałam, a ona skinęła smutno głową.
Wróciłam do stołu i sięgnęłam po herbatę. Nigdy nie lubiłam kawy, za to herbatę mogłam pić litrami i nigdy nie było mi jej mało.
Gdy spojrzałam przez okno, po raz kolejny uderzyło mnie, jak było tam pięknie. Niedaleko nas stały inne domy, niektóre puste, inne zamieszkałe tylko chwilowo, jak ten, w którym byliśmy. Za nimi, w oddali, majaczyły góry. Wszystko pokrywała warstwa śniegu, który połyskiwał teraz w promieniach słońca. Miło było wyjrzeć za okno i zobaczyć coś innego, niż szare, zatłoczone miasto.
- Możemy porozmawiać? – zapytała Madison. Miałam dość poważnych rozmów jak na jeden poranek, a wciąż jeszcze bolała mnie głowa.
- O nim?
- Tak. I o nas.
Zamknęłam na chwilę oczy, by zebrać myśli. Nie było łatwo mi się skupić przez nieprzyjemnie pulsowanie w okolicach skroni i odezwałam się dopiero po dłuższej chwili.
- Słuchaj, przepraszam za wczoraj – zaczęłam, otwierając oczy. Na twarzy Madison malowała się troska, której nie chciałam. Nie potrzebowałam, by się nade mną litowała. – Nie chciałam tak na ciebie naskoczyć, to nie twoja wina.
- Nie o to chodzi. Nie chcę się znów kłócić. Ja i Chace, to już dawno skończone. I jeśli on sprawia, że jesteś szczęśliwa... – urwała na chwilę. Byłam niemal w stanie zobaczyć, jak zmusza się, by nie cofnąć tych słów. Ciężko przełknęła ślinę i spojrzała mi prosto w oczy. – Chcę, żebyś była szczęśliwa. Nawet jeśli to ma być z nim.
Powstrzymałam się przed ironicznym uśmiechem, który cisnął się na moje usta. Nie chciałam na nowo powtarzać tych samych rozmów, przechodzić po raz kolejny przez te same kłótnie. Odwróciłam wzrok, znów gryząc wnętrze policzka.
- Wiesz, on mówi tak samo. Ale ja widzę, jak na siebie patrzycie, co was łączy. Nate też to widzi. Ale on sobie z tym radzi. Ja chyba nie chcę pchać się w tę dziwną relację, którą ma wasza dwójka.
Na twarzy Madison odmalował się lekki szok, zmarszczyła brwi. Może nie powinnam była tego mówić, a już szczególnie nie powinnam wspominać o Nathanielu. Jednak taka właśnie była prawda. Związek Madison i Chace'a nigdy tak naprawdę nie dobiegł końca, a ja byłam głupia i naiwna, że w ogóle dałam się w to wszystko wplątać.
- Chcę, żeby między nami było w porządku – powiedziała szatynka. Spojrzałam w jej szarawe oczy, w których malowało się szczere błaganie. Cała złość natychmiast ze mnie uleciała.
- Jest w porządku – zapewniłam ją, chociaż sama nie do końca w to wierzyłam. Nie było już jak dawniej, czułam się w jej towarzystwie o wiele bardziej skrępowana, jakbyśmy wybudowały wielki mur, który nas od siebie odgradzał. I choć obie pragnęłyśmy się przez niego przebić, nie było to takie łatwe.
- Jeśli chcesz mi o czymś powiedzieć, masz o cokolwiek żal lub pretensje, to wal śmiało.
Zawahałam się.
Co powinnam powiedzieć? Przyznać, że czuję, jakby to ona miała żal do mnie? A może po prostu dać temu wszystkiemu spokój i wierzyć, że jeśli wycofam się ze związku z Chace'm, to wrażenie zniknie, minie? Tylko czy ja chciałam to kończyć?
Usłyszałam na schodach stukot, gdy Nadira zbiegła po nich, taszcząc za sobą ogromnego miśka, którego jej podarowałam. Był niemal większy od niej, więc nie było jej łatwo, jednak nie poddawała się, truchtając do mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Jest cudowny! – wykrzyknęła, porzucając go na podłodze i rzucając mi się na szyję. Zaśmiałyśmy się z Mad jednocześnie. – Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Jej oczy błyszczały znów w ten dobrze znany mi sposób, który przypominał mi, że czasami nawet jeśli bardzo chcemy uciec od przeszłości, nie jesteśmy w stanie tego zrobić.

Skończyłam rozmawiać z rodzicami, życząc im szczęścia w nowym roku i obiecując, że postaram się odwiedzać ich częściej. Przez chwilę zawahałam się nad imieniem Josha w liście kontaktów, jednak po krótkim namyśle oceniłam, że to beznadziejny pomysł. Już i tak wystarczająco go zraniłam.
Wsunęłam telefon do tylnej kieszeni dżinsów i wyszłam z pokoju. Podeszłam do drewnianej barierki, przez którą mogłam zobaczyć salon. Obok znajdowały się schody i był to swego rodzaju balkon wewnątrz budynku, lubiłam tego rodzaju miejsca. Spojrzałam w dół. Madison i Nate siedzieli na kanapie, rozmawiając o czymś i śmiejąc się. Zeszłam powoli na dół, a oni zaczęli się całować. I było w tym coś tak uroczo zwyczajnego, że poczułam dziwny rodzaj zazdrości.
Przeszłam obok nich, starając się powstrzymać to uczucie. Wyszłam na taras. Na zewnątrz było już ciemno. Gdy spojrzałam w niebo zobaczyłam niezliczoną ilość gwiazd, których nie mogłam zobaczyć na co dzień w oświetlonym mieście. Było chłodno, jednak nie chciałam wracać do środka po kurtkę, więc po prostu naciągnęłam bardziej rękawy bluzy.
Oparłam się o balustradę, przesuwając leniwie wzrokiem po okolicy. Nie żałowałam, że tu przyjechałam, było to lepsze od siedzenia samotnie na kanapie przed telewizorem, jednak czułam, jak ta cała sytuacja zaczyna mnie przytłaczać.
Drzwi za mną otworzyły się i zamknęły, a po chwili obok mnie stanął Chace. On także oparł się o barierkę. Nie patrzyłam w jego stronę i przez dłuższy czas po prostu tak staliśmy w milczeniu, aż w końcu on się odezwał:
- Dwa lata temu w Nowy Rok poszliśmy z Mad na imprezę do tamtego domu. – Chace patrzył na budynek, który stał najbliżej. Również spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, że teraz dom był pusty, wszystkie światła były zgaszone. – Nawet nie znaliśmy tych ludzi, ale bawiliśmy się świetnie. Spiliśmy się okropnie i przed północą wyszliśmy na zewnątrz. Leżeliśmy w śniegu obserwując fajerwerki i nie mogliśmy przestać się śmiać. Potem zjeżdżaliśmy na nartach z tamtej góry. Było około drugiej w nocy, byliśmy pijani i nie potrafiliśmy jeździć, jednak pamiętam, że w tamtym momencie byliśmy wolni i szczęśliwi.
Przyglądnęłam mu się. Widziałam w jego spojrzeniu, że jakąś częścią tęskni za tamtą chwilą. Nie rozumiałam, dlaczego mi o tym mówił, ale udowadniał mi tylko, że miałam rację i wraz z Mad utracił swoją miłość i szczęście.
- Gdy wróciliśmy do domu Treena, która zajmowała się wtedy dziećmi zaczęła na nas krzyczeć, ale my tylko ciągle się śmialiśmy. – Odwrócił się w moją stronę i wpatrywał w sposób, który nie pozwalał mi odwrócić wzroku. – Nie mam zamiaru nigdy o tym zapominać lub udawać, że tego nie było i nie proszę cię, byś ty to zrobiła. Ale proszę cię, byś dała nam szansę. Ponieważ ty i ja, my, należymy do przyszłości.
Podniósł rękę i położył ją na moich włosach. Nie poruszyłam się, choć jedna część mnie chciała się odsunąć, a druga pragnęła go pocałować. Przesuwał wzrokiem po mojej twarzy, jakby chcąc odczytać z niej uczucia, a w końcu pochylił się i przycisnął swoje wargi do moich. Poczułam chłód, bijący od jego ciała i, choć wszystko podpowiadało mi, że mogę tego pożałować, objęłam dłońmi jego kark i oddałam pocałunek. Chciałam choć przez chwilę przestać się o wszystko martwić i zacząć żyć. Nie myśleć, po prostu działać. Chyba tak właśnie tworzyło się szczęście.

- Mad, możemy porozmawiać? – zapytałam, zaciskając palce na kawałku papieru, który trzymałam. Przyjaciółka spojrzała na mnie i zmarszczyła brwi, jednak bez słowa wstała i ruszyła za mną do kuchni. Chace i Nate odprowadzili nas wzrokiem. Miałam nadzieję, że żaden z nich nie domyśli się, o co chodzi. Zresztą, dlaczego mieliby?
Zatrzymałam się przy blacie, nerwowo wypuszczając powietrze z płuc. Wcale nie byłam pewna, czy to taki dobry pomysł.
- Na początku miałam ci tego nie dawać – zaczęłam. – Ale myślę, że to powinien być twój wybór.
Wyciągnęłam w jej stronę rękę z kopertą, na której czarnym atramentem wypisane było jej imię. Spojrzała na nią i zbladła, gdy tylko rozpoznała charakter pisma. Nie wzięła koperty, przez dłuższą chwilę nie wykonała nawet najmniejszego ruchu.
- Przyszło trzy tygodnie temu – dodałam szeptem. – Zrób z tym co chcesz.
W końcu sięgnęła po list i chwyciła go drżącymi palcami. W jej oczach zebrały się łzy. Właśnie dlatego nie chciałam tego robić. Wiedziałam, jakie uczucia to w niej wywoła. I to właśnie teraz, gdy układało jej się z Nate'm. Nie miałam jednak prawa podejmować tej decyzji za nią.
Przyglądałam jej się jeszcze chwilę, a w końcu przeszłam obok niej i wróciłam do salonu, zostawiając ją z listem od Zayna w ręce.

___

Nudny jakiś ten rozdział wyszedł. No nie wiem, staram się jakoś pchać akcję do przodu ale oni ciągle tylko gadają i gadają. Nudne, no nie? Następnym razem postaram się bardziej, obiecuję. Ten rozdział miał być w sumie tak jakby wprowadzeniem w to, jak świat postrzega Annie. Kolejny będzie znów z perspektywy Mad i w końcu pojawią się retrospekcję, myślę też, że trochę się wyjaśni w kwestii Zayna i takie tam.
Ach, właśnie. Jako, że jestem w liceum na profilu matematyczno-fizycznym, oczywiście nie umiem nawet do siedmiu policzyć (naprawdę, czasami na moich kartkówkach 12 - 3 = 11). Moja nauczycielka powtarza, że matematycy nie potrafią liczyć i to trochę mnie pociesza. Ale przechodząc do rzeczy. W ostatnim rozdziale napisałam najpierw, że Mad odeszła od Chace'a po 9 latach, ale tak naprawdę po 7. Po prostu policzyłam od momentu, gdy tak jakby zaczyna się cała przygoda Madison, a nie od momentu, gdy naprawdę była z Chace'm. Od razu to poprawiłam, ale część z Was mogła przeczytać pierwszą wersję, dlatego przepraszam.
Dziękuję bardzo za komentarze pod rozdziałem pierwszym! To naprawdę bardzo miłe, że chciało Wam się wpaść, przeczytać i zostawić po sobie jakiś ślad. To wiele dla mnie znaczy! Mam też nadzieję, że nie zawiedziecie się i zostaniecie na dłużej. :)
„Zatrudniłam” betę. Tak jakby. Mówi, że jest ślepa i nie widzi błędów, ale i tak ufam jej bardziej, niż sobie.
Co do wattpada... Byłam tam, zrobiłam szybki obchód i jak na razie się tam nie wybieram. To dla mnie wylęgarnia fanfiction na bardzo niskim poziomie. Wiecie, takich bez kropek i przecinków, a opisy są tam chyba uważane za zbrodnię. Z wielkim trudem udało mi się znaleźć jakieś dobre opowiadanie.
Dobrze, to już koniec mojego wywodu.
Do napisania!
letty
© grabarz from WS | XX.