piąty.

czerwiec 2010
Madison

– Właściwie od zawsze chciałem studiować prawo – mówił Chace, uśmiechając się do mnie delikatnie. – To przez ojca poszedłem na zarządzanie, ale właściwie nie żałuję tej decyzji. Gdy skończę studia, przejmę po nim firmę, razem z Nate'm.
– Nate'm?
– To mój przyjaciel. Właściwie jest bardziej jak brat.
Skinęłam głową, posyłając Chace'owi uśmiech. Dobrze było przez chwilę posłuchać o kimś innym. Była to swojego rodzaju odskocznia od tego, co działo się się ostatnimi czasy w moim życiu.
– Więc co tutaj robisz? W Londynie?
– Moja mama tu mieszka. Rozwiedli się z tatą, gdy miałem kilka lat. Ona i moja siostra mieszkają tutaj, więc często przyjeżdżam.
Siedzieliśmy na łóżku, rozłożeni wygodnie pośród kocy już od dobrych kilku godzin. Wieczór był chłodny, padało kolejny dzień z rzędu i nie było sensu udawać, że mamy ochotę robić cokolwiek innego, jak po prostu siedzieć pod kołdrą.
Przez te kilka dni, które spędziłam u Chace'a, przywykłam do jego obecności bardziej, niż powinnam. Lubiłam to, jak słuchał radia niemal cały dzień, jak pachniała kuchnia, gdy podgrzewał obiad, jak siedział na kanapie w małym saloniku i zasypiał, wciąż trzymając laptop na kolanach. Momentalnie stał mi się bardzo bliski, ale spokoju nie dawała mi myśl o różnicy wieku między nami i o tym, w jakiej sytuacji się znajdowałam.
– Słuchaj Chace – wyprostowałam się, a on spojrzał mi w oczy z lekką konsternacją. – Jestem ci bardzo wdzięczna za to, że mi pomogłeś. Ale powinnam się już wynieść.
Tak właściwie nie znałam go bardzo dobrze. Spotkaliśmy się zaledwie trzy miesiące wcześniej i mimo, że zdążyłam już poczuć z nim dziwnego rodzaju więź, musiałam słuchać zdrowego rozsądku.
– Dokąd pójdziesz? – zapytał, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. Zapadła chwila ciszy, podczas której bawiłam się swoimi palcami. – Co z ojcem dziecka?
Opuściłam wzrok. To pytanie krążyło gdzieś między nami od momentu, gdy zjawiłam się u Chace'a, mówiąc mu o wszystkim, co się wydarzyło. Miałam dopiero 17 lat, byłam w ciąży i nie miałam pojęcia, co dalej.
– Wie?
Skinęłam głową, czując, jak w oczach zbierają mi się łzy. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale wiedziałam, że poczuję się lepiej, jeśli to zrobię.
– Zerwałam z nim dwa miesiące temu. Nie wiedziałam wtedy o ciąży i nie chciałam już dłużej brnąć w związek z nim. Zayn jest... nietypową osobą. Czułam się przy nim bezpiecznie, choć wiem, że to absurdalne. Ale to nie było dla mnie dobre. Teraz będziemy mieć dziecko, a on... On nawet nie chce mnie znać.
Łzy zaczęły skapywać mi z twarzy i nie wiedziałam, jakim sposobem miałabym je powstrzymać. Chace delikatnie położył swoją dłoń na mojej i splótł nasze palce, a ja podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tamtego dnia mi nie pomógł. Moja matka kazała mi wynieść się z domu, mówiąc, żeby zajął się mną teraz ten chłopak”. Nie mogła nawet wymówić jego imienia. Nie mogłam pójść do Annie, nie rozmawiałyśmy ze sobą od miesięcy, odkąd zaczęłam spotykać się z Zaynem. Na pewno by mi pomogła, jednak czułam okropny wstyd i nie byłabym w stanie spojrzeć jej w oczy i wyznać, co się stało. Nie miałam nikogo, kogo obchodziłby mój los i do kogo mogłabym się zwrócić.
– Możesz zostać tutaj – odezwał się Chace, a ja zaczęłam momentalnie kręcić głową i oponować. Uciszył mnie gestem i mocniej ścisnął moją dłoń. – Za tydzień wracam do Ameryki, jednak będę przyjeżdżał tak często, jak tylko dam radę. Możesz tutaj zamieszkać. Oczywiście, jeśli chcesz.
– Dlaczego? – zapytałam niepewnie, marszcząc brwi. Przez chwilę po prostu mi się przyglądał.
– Ponieważ cię lubię. Uniósł dłoń i ostrożnie otarł mi policzek z łez. Potem pochylił się w moją stronę i pocałował mnie tak powoli i delikatnie, jakby obawiał się mnie zranić. Poczułam, jak po moim ciele rozpływa się przyjemny dreszcz, coś, czego wcześniej nie znałam.

4 marca 2018

Siedziałam przy stole w kuchni, powoli obracając kubek w dłoniach. Przeglądałam papiery, dotyczące czegoś, co nie do końca rozumiałam, które zostawił dla mnie Nate. Wiedziałam, że nie oczekiwał ode mnie zbyt wiele w kwestiach związanych z umowami, wymaganiami i innymi niezbędnymi rzeczami, ale chciałam przynajmniej spróbować. W końcu to ja chciałam otworzyć kawiarnię, to ja chciałam ją prowadzić, on jedynie pomagał mi wszystko załatwić. I im bliżej byliśmy osiągnięcia celu, tym bardziej się ekscytowałam i stresowałam.
Próbowałam przebrnąć właśnie przez kolejny akapit dotyczący zatrudnienia pracowników na pół etatu, gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zerknęłam na zegarek. Jeśli to był Chace, to był trochę za wcześnie.
Wstałam i zaglądając po drodze na leżącego w łóżeczku w salonie Tony'ego, podeszłam do drzwi.
Myślałam, że umówiliśmy się za godzinę powiedziałam, wpuszczając Chace'a do środka. Nate zabrał Nadi i Aleka na lody, ale powinni niedługo wrócić.
Mi też miło cię widzieć powiedział nieco ironicznie, a ja przewróciłam oczami. Weszłam w głąb salonu, a Chace podążył za mną. Podszedł do kołyski Tony'ego i wziął go na ręce, a ja nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu, gdy nasz syn zaczął się śmiać.
Czasami łatwo było mi zapomnieć, że Tony także jest dzieckiem Chace'a. Większość postronnych osób uważała mnie i Nate'a za młode małżeństwo z kilkumiesięcznym synem. Nie lubiłam mówić o tym, że gdy odeszłam od Lockwooda byłam z nim w ciąży i urodziłam cztery miesiące przed ślubem z jego najlepszym przyjacielem. To nie do końca był powód do dumy.
Jak tam z kawiarnią? zapytał Chace, podając Tony'emu zabawkę, którą ten po raz kolejny odrzucał, śmiejąc się głośno.
Zaczynam myśleć, że to był kiepski pomysł. Najwyraźniej jest jakiś milion przepisów, które powinnam znać i stosować, a nawet ich nie rozumiem.
Obrzuciłam wzrokiem papiery, walające się na blacie. Usiadłam znów na krześle i zaczęłam zbierać kartki, układając je w mały stosik. Od czytania tego wszystkiego robiło mi się już niedobrze. Wiedziałam, że w razie czego Nate zawsze mi pomoże, jednak robiłam to, by choć w małym stopniu być samodzielna, a on i tak już wszystko załatwiał i za wszystko płacił, więc nie do końca to działało. Wiele razy myślałam już o wycofaniu się, choć marzyłam o tym od długiego czasu. Może to po prostu nie było dla mnie? Ale Nate był zachwycony tym pomysłem i chciał wprowadzić go w życie, więc ciągle mnie namawiał i przekonywał, że jeśli tego chcę, powinnam to zrobić, a on będzie szczęśliwy, mogąc mi to umożliwić.
Chace usiadł obok mnie i spojrzał mi w oczy, niemal tym samym spokojnym i delikatnym spojrzeniem, co kiedyś. Podziwiałam go za to. Za to, że mnie nie znienawidził, że wciąż mnie wspierał, nie odwrócił się ode mnie. Nie byłam pewna, czy potrafiłabym zrobić to samo na jego miejscu. Annie mówiła, że to dlatego, że nie przestał mnie kochać i nie chciał mnie stracić. I ja także w jakiś sposób go jeszcze kochałam. Łączyło nas bardzo wiele, kilka lat życia, podczas których byliśmy razem naprawdę szczęśliwi. Aż obudziłam się pewnego dnia i uświadomiłam sobie, że to już dawno wygasło, że nic nie jest takie samo.
Co się z nami stało, Chace? zapytałam cicho, patrząc mu w oczy. Przez chwilę odwracał wzrok, ale w końcu także na mnie spojrzał.
Zdradziłaś mnie i odeszłaś z moim najlepszym przyjacielem, nie pamiętasz już? rzucił, nieco złośliwie, jednak wiedziałam, że rozumiał, co miałam na myśli. Pokręciłam głową.
Nie o to chodzi. To, co między nami było skończyło się o wiele wcześniej, wiesz o tym.
Nie z mojej strony, Mad. Chciałem cię poślubić i naprawdę chciałem, żebyśmy byli razem szczęśliwi.
Ciężko przełknęłam ślinę. Tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym nigdy wcześniej, nie wyjaśniliśmy sobie tego. To po prostu się stało, a raczej działo się każdego dnia, a my nie zrobiliśmy nic, by to uratować. Opuściłam głowę, a do oczu napłynęły mi łzy.
Oddaliliśmy się od siebie powiedziałam, bawiąc się palcami. Czułam, że się w tym duszę.
Zapadła chwila ciszy, a Chace przysunął swoją dłoń do mojej i delikatnie ją ścisnął. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć, zawsze tak było, od dnia, gdy się poznaliśmy.
Przepraszam wyszeptał. Podniosłam na niego wzrok i miałam już powiedzieć, że nie powinien mnie przepraszać, ale wtedy drzwi wejściowe otworzyły się i usłyszałam głos Nadiry. Szybko otarłam mokre policzki i odchrząknęłam. Chace wciąż mi się przyglądał, gdy Nadi wskoczyła mu na kolana, a Nate nachylił się i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam w oczy dziewczynki, która, mrużąc je delikatnie, przeskakiwała wzrokiem po pomieszczeniu. Dobrze znałam to spojrzenie, te delikatnie połyskujące oczy. Pomyślałam o Zaynie, o sposobie, w jaki zawsze mi się przyglądał, o jego szczupłych palcach, wsuwających się pomiędzy moje, o jego uśmiechu, którego cień widziałam w uśmiechu naszej córki. O liście, który do mnie napisał.
I nagle poczułam, że jestem gotowa, by go przeczytać, gotowa, by zmierzyć się z tym, co Zayn chciał mi powiedzieć, nieistotne, jak bardzo miało mnie to zaboleć i jak wiele starych ran mogło otworzyć.

_____

Oh, no wiem, długo mnie nie było, rozdział krtóki i słaby. Wiem, przepraszam. Nie miałam ostatnio kompletnie czasu, zawalają mnie w szkole, więc gdy udało mi się wyłapać trochę wolnego, dokończyłam rozdział i oto jest. Nie jestem z niego zadowolona, szczególnie z pierwszej części, ale nic innego już nie wycisnę, chcę pójść dalej, do listu od Zayna i w końcu odkryć przed wami tajemnicę, co takiego w nim jest ;)

To chyba wszystko,
Do napisania,
letty

1 komentarz:

  1. Chace zjawił się w życiu Madison w dobrym momencie. Pomógł jej w tej trudnej sytuacji i dzięki niemu Madison ułożyła sobie życie na nowo.
    Wygląda na to, że związek Chace'a i Madison rozpadł się przez jej zdradę. Bo uczucie się wypaliło. A mogliby o tym porozmawiać i postanowić co dalej. Wtedy może dalej byliby razem albo ułożyliby sobie życie z kim innym.
    Jestem ciekawa co takiego Zayn napisał w tym liście.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń

© grabarz from WS | XX.